Geoblog.pl    zjadarka    Podróże    Europa Wschodnia 2016    Przymusowy postój w Ruse
Zwiń mapę
2016
03
sie

Przymusowy postój w Ruse

 
Bułgaria
Bułgaria, Ruse
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1446 km
 
Zastanawiałam się czy w ogóle kontynuować pisanie po tym co się stało, ale jest to częścią wprawy, tak więc zapraszam do lektury.
Niczego tak się nie boję podczas wyprawy jak wypadku. No i stało się. Mieliśmy wypadek. Dokładnie to ja i ninja miałyśmy wypadek. Wystarczyła chwila, śliski asfalt i źle podjęta decyzja co do hamowania. Dodatkowo ninja uderzyła w samochód przed nami co spowodowało połamanie całego przodu motocykla. Lampa, czasza, zegary, plastiki, lusterko, można byłoby długo wymieniać.
Pierwsza myśl "Co teraz? Jak my wrócimy do domu? Co z motocyklem?". Dopiero po chwili zobaczyłam że podczas upadku podwinęła mi się kurtka i mam brzydko obtarte biodro. Następne kilkanaście godzin to plątanina szczęścia i nieszczęścia.
Zacznę od początku.
Wypadek miał miejsce 50 km od granicy Bułgarsko-Rumuńskiej, w samym centrum małej miejscowości, którą ledwo można znaleźć na mapie (PZU po podaniu adresu potrzebowało 1,5 godziny na zlokalizowanie naszego położenia).
Na miejsce wypadku zbiegli się wszyscy ludzie z okolicy.
Wśród gapiów znaleźli się szybko kierowcy, którzy przybiegli ze swoimi apteczkami samochodowymi. Kierowca samochodu, w który trafiła ninja przyniósł wodę mówiąc, żebym o niego się nie martwiła, że to stary Opel i on nie ma pretensji, ważne, że mi się nic nie stało.
Ktoś z tłumu zadzwonił po karetkę. Zostałam do niej wprowadzona, Opatrzyli moją ranę i sprawdzili ciśnienie (nie wiem po co). Cieszę się, że nic mi się nie stało ponieważ nikt w karetce nie zbadał mi szyi, kręgosłupa, nie sprawdził czy brzuch gdzieś nie boli przy ucisku itp.
Personel karetki zadzwonił po policję. W końcu był wypadek, a jeżeli był wypadek to musi być policja. W momencie przyjazdu policji zaczęły się trzy godziny naszego nieszczęścia, chociaż z początku myśleliśmy, że to będzie kwestia kilku minut skoro kierowca samochodu nie ma pretensji. Dokumenty sprawdzone, alkomat pokazał 0,0 promila. Zaczęło się spisywanie protokoły ze zdarzenia, którego żadne z nas nie chciało, jednak policja skutecznie namówiła kierowcę samochodu na zgłoszenie wypadku. Powoli, z dokładnością kaligrafa Panowie policjanci spisywali protokoły w dwóch egzemplarzach. Skonfiskowali wszystkie dokumenty - moje i motocykla. Po spisaniu protokołu dostaliśmy informację że musimy jechać na komisariat oddalony od miejsca wypadku o 20 km. W Bułgarii o wysokości mandatu decyduje szef policji, po wcześniejszym rozpatrzeniu sprawy (przeczytaniu protokołu).
Tylko co z ninja? Policja wskazała nam parking straży pożarnej gdzie POWINNAM POJECHAĆ. Wygięta kierownica, błotnik zahacza o przednie koło, bez całego przodu. Na szczęście do przejechania było 500 m więc z duszą na ramieniu dojechałam na parking, zostawiłam motocykl i na sprawnym hornecie pojechaliśmy na komisariat. Na komisariacie Panowie zaczęli uzupełniać formularze, wypisywać karteczki, przepisywać kilkukrotnie różne części wcześniejszego protokołu. Bareja by się uśmiał.
Zapadł wyrok - 100 lewa (ok. 240 pln). Widzieliśmy światło w tunelu, wystarczy zapłacić i zakończymy ten cyrk. Otóż nie. Bułgarskiej waluty nie mieliśmy, bo za 50 km mieliśmy już być w Rumunii. Grzegorz pojechał do bankomatu i przywiózł 100 lewa. Policjanci pytają "Gdzie tax?", przecież to oczywiste, że do mandatu trzeba dodać 10 lewa opłaty bankowej. Grzegorz ze stoickim spokojem ubrał się i pojechał drugi raz do bankomatu, tym razem po 10 lewa. Gdy wrócił, ja już odliczałam minuty do końca. Pod eskortą policji zostałam odprowadzona do banku w celu opłacenia mandatu, bank nieczynny, za późno, Pani kasjerka poinformowała że właśnie skończyła pracę. Po telefonie szefa policji (tak naprawdę nie wiem co się stało, nie rozumiem bułgarskiego) otworzyła kasę w banku. Mi w międzyczasie zmieniła się eskorta. Widocznie byłam zbyt trudnym tematem i jeden policjant nie wystarczył. Wręczam Pani paszport, mandat i 110 lewa. Pani w kasie oddaje mi banknoty, wskazuje na jeden naderwany i mówi, że nie przyjmuje. Ze łzami w oczach próbowałam wytłumaczyć, że to z bankomatu, nie mamy innego. Nie i koniec. Pod eskortą poszłam do sklepu i prosiłam ze łzami w oczach o wymianę banknotu. Udało się. Mandat opłacony. Dokumenty odzyskane, można wracać do ninji.
Wg pierwszego planu chcieliśmy zostawić motocykl w straży i wrócić po niego busem za tydzień, dwa.
Po wcześniejszym telefonie do PZU wiedziałam, że ich pomoc jest nic nie warta, ale postanowiłam zadzwonić i na spokojnie dowiedzieć się, jaką pomoc są w stanie zaoferować. Zakres pomocy to holowanie do 150 km i zapewnienie noclegu do 3 dni. Jedynym problemem jest czas oczekiwania na lawetę - 3 godziny (była już 14.00). Po trzech godzinach i kilku telefonach do PZU dowiedzieliśmy się, że laweta gdzieś jest ale nie wiadomo gdzie, a serwis, do którego pojedziemy gdzieś jest ale nie wiadomo gdzie i tylko Pan z lawety będzie to wiedział. dodatkowo konsultant zapomniał zaznaczyć, że potrzebujemy hotelu. każda rozmowa z PZU kończyła się zapewnieniem, że jak tylko się czegoś dowiedzą to od razu będą dzwonić, do końca dnia nie zadzwonili.
Laweta przyjechała z serwisu z Ruse, zapakowaliśmy motocykl na lawetę i dojechaliśmy do serwisu. Właściciel serwisu powiedział, że jest w kontakcie z bułgarskim pośrednikiem z PZU i że śpimy w hotelu obok jego serwisu. Niestety mechanik motocyklowy jest na urlopie więc pojedziemy do innego zaufanego warsztatu.
W tym momencie rozpoczyna się kilkanaście godzin niesamowitego szczęścia.
Trafiliśmy do pasjonatów - motocyklistów. Warsztat prowadzony w ramach hobby przez dwóch Włochów, z czego jeden okazał się najlepszym mechanikiem motocyklowym w Bułgarii wyróżnionym przez federacje mechaników motocyklowych. Wstawili motocykl na przegląd i postawili diagnozę "jest źle" ale "noł problema".
Przed nami pozostał wybór co dalej: "naprawić" (posklejać tak, aby mógł jechać) motocykl przez najbliższe dni, wysłać motocykl kurierem do Polski albo sprzedać go w Bułgarii.
Włosi okazali się bardziej pomocni niż mogliśmy się tego spodziewać. Zaopatrzyli nas w wodę, odwieźli do hotelu, posłużyli nam jako tłumacze, rano przyjechali po nas do hotelu i zawieźli do warsztatu gdzie poczęstowali nas przepyszną włoską kawą. Decyzja podjęta - wysyłamy motocykl do Polski. Trzeba tylko poczekać na ostateczną kalkulację. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że Krasimir tak przejął sie naszym losem, że w nocy naprostował już kierownicę. Do momentu otrzymania kalkulacji kosztów wysyłki pół motocykla było już gotowe do drogi. I dobrze, ponieważ koszt wysyłki okazał się bardzo wysoki. Do południa motocykl był gotowy. Jutro ruszam w stronę domu bez prędkościomierza i działającej deski rozdzielczej, bez prawego lusterka. Motocykl jest poskładany za pomocą trytytek i poklejony taśmą, ale jedzie. Tak naprawdę wszystko zawdzięczamy Panu Todorowi (pracował kiedyś w warszawie i umiał kilka słów po polsku dzięki czemu służył nam jak tłumacz z bułgarskiego na polski przy policji), który pozbierał wszystkie części od motocykla z miejsca wypadku do worka. Gdyby nie on, nie byłoby czego składać. Chłopaki w warsztacie posłużyli się magią, super mocną taśmą i dokończyli dzieła.
Nie wiem jaki los czeka mój motocykl w Polsce, wiem jednak, że gdyby nie Ci wszyscy uczynni ludzie pewnie nadal siedziałabym pod remizą i czekała na telefon od PZU.
Jutro ruszamy w drogę, powoli, ale dojedziemy do celu. Wszystkie wcześniejsze hotele odwołane. Mamy zarezerwowany tylko hotel na jutro. Dalej zobaczymy co będzie. Nie ma co planować, życie może brutalnie zweryfikować nasze plany. Jak to mówi Sambor "Dojedziemy, jak Allah da." oraz "Wolniej jedziesz, dalej bedziesz". Do tych porzekadeł dokładamy nowe, usłyszane od Krasimira - "Kto nie ryzykuje, ten szampańska nie pijot".
Tym miłym akcentem się żegnamy.
Do usłyszenia.
Życzcie szczęścia, przyda się na granicy.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (4)
DODAJ KOMENTARZ
Jaga
Jaga - 2016-08-04 21:50
Trzymam kciuki. Wracajcie bezpiecznie !
 
zula
zula - 2016-08-06 15:29
Bardzo trudny dzień!
Spokojnej i szczęśliwej dalszej drogi!
:-)
 
zula
zula - 2016-08-06 15:29
Bardzo trudny dzień!
Spokojnej i szczęśliwej dalszej drogi!
:-)
 
zula
zula - 2016-08-06 15:29
Bardzo trudny dzień!
Spokojnej i szczęśliwej dalszej drogi!
:-)
 
 
zjadarka
Pyq i Zjadarka
zwiedzili 14.5% świata (29 państw)
Zasoby: 110 wpisów110 31 komentarzy31 853 zdjęcia853 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
21.07.2018 - 14.08.2018
 
 
21.01.2018 - 13.02.2018
 
 
22.07.2017 - 13.08.2017